Tolerancja w Białymstoku ?

Lekarstwo na brak tolerancji niewielki kolorowy cukierek - taką terapię proponowali białostoczanom członkowie stowarzyszenia Szukamy Polski. W Namiocie Tolerancji "Gazety" przez cały dzień w szukali odpowiedzi na pytanie, czy mieszkańcy stolicy Podlaskiego są tolerancyjni.

Imponująca wystawa stowarzyszenia Szukamy Polski wabiła spacerowiczów, przedstawiająca nieistniejący już, drewniany wielokulturowy świat przedwojennych Kresów Rzeczpospolitej. Tak na pytanie o tolerancję w stolicy Podlaskiego odpowiadali mając wokół siebie fotografie brodatych Żydów i karaimów, wąsatych Rusinów i pykających z fajeczek mieszkanek Huculszczny.

- Białostoczanie są bardzo tolerancyjni. W niedzielę przez cały dzień chodziłyśmy po waszym mieście w koszulkach piłkarskiej drużyny Lech Poznań i nie spotkało nas nic złego - tłumaczyły gazecie przy wypełnianiu ankiety panie Katrzyna i Anna, poznanianki, zwiedzające od kilku dni Białystok. Ich zdaniem, chociaż kolorowe cukierki pełniące rolę "toleranu" - słodkiego lekarstwa na nieumiejętność akceptacji różnych odmienności są bardzo smaczne, to mieszkańcy miasta nie muszą ich zażywać.

Członkowie z stowarzyszenia Szukamy Polski zaproponowali wczoraj białostoczanom terapię: pięć rodzajów cukierków, każdy w innym kolorze, każdy na kłopoty z tolerancją wobec konkretnych odmienności. Płeć, rasa i pochodzenie etniczne, niepełnosprawność, wiek, wyznanie i religia.

Do kategorii ostatniej przypisano kolor pomarańczowy. Wielu odwiedzających namiot było zdania, że ten właśnie rodzaj "toleranu" w Białymstoku przydałby się najbardziej.

Tak na przykład mówiła dystyngowana starsza kobieta, podkreślająca, że jej rodzina w mieście nad Białą żyje od sześciu pokoleń.

- Zdecydowanie pomarańczowy, ten który ma leczyć z braku tolerancji dla odmienności religijnej i etnicznej - mówiła gazecie i wcale nie było jej do śmiechu.

Jeszcze dosadniej naszą rzeczywistość widział niechcący się przedstawić mężczyzna:

- My jesteśmy bardzo tolerancyjni. Z drobnymi wyjątkami: Żydów, prawosławnych i homoseksualistów - ironizował.

- Białostoczanie to może i tak, ale okolice Białegostoku już zdecydowanie nie. Jestem pewna, że Jedwabne powtórzyłoby się tu i dziś- wtórowała mu pani, która wyprowadziła się z miasta kilkadziesiąt lat temu i dziś żyje na drugim końcu Polski. Większość opinii jednak była znacznie mniej skrajna.

- Pytania postawione w ankiecie są zbyt jednoznaczne, dopuszczają zbyt wąskie odpowiedzi. Tylko: Tak, nie lub nie wiem. A tymczasem my generalnie jesteśmy tolerancyjni, chociaż oczywiście mogłoby być lepiej - taka opinia powtarzała się najczęściej.

- Zawsze żyliśmy na styku kultur, trudno więc, żebyśmy nie byli tolerancyjni - mówił gazecie mężczyzna w średnim wieku.

O konkretnych, przekładalnych na liczby wynikach ankiety dowiemy się czegoś jednak dopiero jutro.

- Szczerze mówiąc zainteresowanie naszym prostym pytaniem jest na tyle duże, że przedstawiciele Uniwersytetu Trzeciego Wieku, którzy zajmą namiot "Gazety" dziś, postanowili kontynuować naszą ankietę - wyjaśniał brak wyników amatorskiego badania Tomasz Wiśniewski ze stowarzyszenia Szukamy Polski.

dodany 2008-08-19 09:20 przez lenka

źródło: gazeta.pl

Komentarze:

Nie ma żadnych komentarzy.